Potrafisz wyobrazić sobie mały raj w środku miasta? Cichą oazę dla duszy, gdzie wzdłuż ulic ciągną się donice pełnie kwiatów, a na trawnikach kwitnie ich jeszcze więcej? Spokojne miejsce, gdzie można usiąść i poczytać książkę na świeżym powietrzu? Może tak, ale nie w Polsce.
W naszym kraju w miastach można spotkać takie sielskie widoki, ale tylko wiosną i nie do końca takie piękne. Nawet jak już drzewa zakwitną, a na trawnikach pojawią się żonkile i tulipany, wciąż towarzyszy nam hałaśliwy szum pędzących samochodów, pisk opon i turkoczące tramwaje, a to wszystko w otoczce szarych spalin zabierających resztki świeżego powietrza.
A im bardziej lato zbliża się ku końcowi, tym mniej kolorowe stają się miasta. W tej miejskiej rzeczywistości to ulice są poprzecinane zielenią, a nie zieleń przecięta pojedynczymi uliczkami bądź ścieżkami, jak to bywa na wsi. Natura, a raczej jej szczątki, trwają dzielnie na tle blokowisk i szarych budynków.
W kłębach dymu i tak trudno dostrzec jakiekolwiek kwiaty, a ich zapach można poczuć co najwyżej w odświeżaczu powietrza. Ale mało komu to przeszkadza, bo przecież i tak wszyscy się spieszą na autobus, do pracy, stoją w korkach, a weekend spędzają od rana do wieczora w hipermarkecie lub centrum handlowym. Kto by tam miał czas patrzeć na kwiaty, słuchać radosnego śpiewu ptaków, czy czytać książkę na ławce na cichym skwerku.
Prawda jest taka, że w polskich miastach nie da się poczuć bliskości natury. Bo jaka radość może płynąć ze słuchania dźwięcznych głosów ptaków przy akompaniamencie dudniących maszyn, gwarze pędzących aut i turkocie tramwajów?
Mimo to są oczywiście ludzie, którzy źle się czują w miejskiej atmosferze, więc rezygnują z komfortu, jakim jest bliskość marketów, szkół i urzędów i pakują manatki. Jadą na wieś, by tam zamieszkać w swoim nowo pobudowanym domu, którym pokryli kolejną łąkę lub skrawek lasu. I tak oto wsie stają się prawie tak gęsto zabudowane jak miasta, a to, od czego chcieliśmy uciec, wraca do nas z naszej winy.
Czy istnieje metoda, by nawet w mieście cieszyć się przyrodą? Można by chodzić pieszo lub jeździć rowerem, by ograniczyć miejski hałas i spaliny, jak robią to nasi zamorscy sąsiedzi, Szwedzi. Tam powietrze jest czyste, a przez centra miast nie jedzie żaden samochód. Stoją i jadą za to dziesiątki rowerów, ulice są pełne kwiatów, a życie toczy się wolnym biegiem w świecie, gdzie mało kto się gdzieś spieszy. Takie bajeczne miasteczka zdarzają się też w innych krajach Europy, na przykład w Belgii czy Holandii.
Ale w Polsce? Z roweru to się można było cieszyć w PRL, jak się miało 15 lat, a ojciec właśnie wrócił nim z pracy i dał się kawałek przejechać! Teraz nasz kraj zachłysnął się technologią i maszynami, na jakie kiedyś nie było nas stać, podczas gdy innym krajom zaczynają się one nudzić, a ludzie uczą się żyć zdrowiej i dbać o środowisko.
Jednak u nas największe marzenie człowieka już od pierwszej komunii to porządne auto czy motor. A zatem zostaje przeczekać kolejny kiepski okres w dziejach naszego kraju i choć za naszego życia może niewiele się już zdąży zmienić, zawsze można liczyć na to, że kolejne pokolenia zmądrzeją, zwolnią trochę tempo życia i docenią środowisko, w którym żyją.