Phillip Noyce za kamerą + Angelina Jolie przed nią = dobry film akcji? Jak się okazuje, niekoniecznie.
Sam pomysł na fabułę jest ciekawy. Do CIA zgłasza się niejaki Orlov (Daniel Olbrychski). Twierdzi, że w Rosji od lat szkoli się w KGB uśpionych agentów, którzy następnie przenikają do społeczności USA. Mają oni wyznaczone zadania i w odpowiednim miejscu oraz czasie je realizują. Na jednego z takich ,,rosyjskich tajniaków" wskazuje sam Orlov - według niego jest nim agentka CIA, Evelyn Salt (Jolie). Jej ,,przywiezioną ze wschodu" misją ma być zamordowanie prezydenta Rosji podczas jego wizyty w USA. Pętla wokół Salt zacieśnia się - agentka (czy aby na pewno podwójna?) musi uciekać, a jej byli koledzy, tak samo jak widzowie, zastanawiają się ,,kim jest Salt?"
Nie da się ukryć, iż obecnie to właśnie Angelina Jolie jest aktorką najbardziej kojarzoną z kinem sensacyjnym. Przyczyniły się do tego głównie dwie części ,,Tomb Raidera", w których Jolie zagrała legendarną bohaterkę gier komputerowych, seksowną i wysportowaną Larę Croft. Niestety, reżyser ,,Salt", Phillip Noyce najwyraźniej przespał ostatnie 7 lat (wtedy wyszedł ostatni ,,TR"). Skąd takie wnioski? Ano stąd, iż przez ten czas boska Angelina zmieniła się niemalże nie do poznania. Teraz to wychudzona (i to okropnie!), 35 - letnia żona i matka, która nijak nie pasuje do skakania po sufitach. Tym bardziej komicznie wyglądają sceny, kiedy w filmie Jolie kładzie ciosami karate kolejne zastępy agentów CIA, FBI, Secret Service i nie wiadomo, kogo jeszcze.
Co gorsza, początkowe nadzieje na nietuzinkową fabułę zostają szybko rozwiane - praktycznie po każdym zwrocie akcji chce się krzyknąć ,,to już było!". To samo dotyczy efektów specjalnych, walk, pościgów itp.
Zawodzą również aktorzy drugoplanowi, ,,twardziele" z CIA - grający przez cały film jedną miną Liev Schreiber wręcz doprowadza do szału, a niewiele lepiej wypada Chiwetel Ejiofor ze swoim spojrzeniem łagodnego baranka. Na tle takiego ,,drewna" naprawdę nieźle wypada Olbrychski, ale choćby pan Daniel stanął na rzęsach, to tak przeciętnego filmu nie uratuje. Wspomnieć należy także o drugim Polaku, który też wstydu nam nie przyniósł - Olek Krupa zagrał w filmie niewielką rolę prezydenta Rosji, Matveyeva, ,,cel" Evelyn Salt.
Podsumowując - jeśli jesteś fanem kina sensacyjnego, to... na ,,Salt" nie masz po co iść. To wszystko już widziałeś w kilku innych produkcjach. A jeżeli ,,akcyjniaków" nie lubisz, to wiadomo, że i na ten nie pójdziesz. Dla kogo jest więc ten film? Nie mam zielonego pojęcia.