Publicystyka
Data utworzenia: 2009-12-10
¦wit narodu- Powrót do czasów Popiela
Ka¿dy naród pisze swoj± w³asn± wersjê historii. Gdy we¼miemy do rêki polski i niemiecki podrêcznik, po uwa¿nej lekturze dostrze¿emy powa¿ne ró¿nice w interpretacji tych samych wydarzeñ. Nie inaczej rzecz siê ma przy porównywaniu dzie³ czeskich i polskich uczonych. Dzieje siê tak z wielu powodów. Nie chodzi tu tylko i wy³±cznie o nacjonalizm, choæ oczywi¶cie odgrywa on pewn± rolê podczas doboru i interpretacji faktów. G³ównym problemem jest ,,skrzywienie", jakiemu ulega historyk badaj±cy dzieje swego narodu oraz krajów o¶ciennych.
Polega ono na spogl±daniu na s±siadów w oparciu o stereotypy i uproszczenia. Dzielimy, wiêc narody na wrogie, przyjazne b±d¼ neutralne. Ocena zachodz±cych w o¶ciennych pañstwach procesów zale¿y najczê¶ciej, od wp³ywu tamtejszych zmian na nasz± gospodarkê b±d¼ politykê. Generalnie rzecz ujmuj±c perspektywa zawsze jest podobna. W centrum zainteresowania jest nasz kraj, a s±siedzi nawet ci przyja¼ni, s± czym¶ w rodzaju narzêdzi pomocnych w realizacji miêdzynarodowej polityki. Co wiêcej czasem dziwimy siê nawet, ¿e nie chc± oni tej roli pe³niæ nie dostrzegaj±c obopólnych korzy¶ci.

Takie spojrzenie na historiê zak³óca jednak obiektywizm badacza. Niejasne staj± siê te¿ przyczyny niektórych konfliktów czy zatwardzia³a niechêæ lub obojêtno¶æ pomiêdzy s±siadami. Dlaczego Polacy i Czesi pomimo pokrewieñstwa jêzykowego i kulturowego ¿yj± odwróceni do siebie plecami? Czemu pomimo sta³ego zagro¿enia z zachodu w zasadzie nigdy nie dosz³o do nawi±zania bli¿szej wspó³pracy? Z logicznego punktu widzenia wydaje siê to ca³kowicie niezrozumia³e. Jeszcze trudniej to zrozumieæ wczytuj±c siê w dostêpne na polskim rynku publikacje.

Proponujê w tym miejscu rewizjê utartych pogl±dów na historiê Polski z okresu kszta³towania siê pañstwowo¶ci. Pora jeszcze raz usi±¶æ do sto³u i zajrzeæ w karty! Nie po to, aby kogo¶ ograæ, ale aby zrozumieæ, jaki by³ przebieg rozgrywki. Namawiam, aby spojrzeæ na przesz³o¶æ bez emocji, a dumê narodow± odwiesiæ na ko³ek. To, co siê sta³o ju¿ siê nie odstanie, a przesz³o¶ci nie da siê zmieniæ. Mo¿emy jednak odrzuciæ przes±dy, zrywaj±c ciemn± zas³onê uprzedzeñ i dogmatycznie pojmowanych faktów.

My¶lê, ¿e jedyn± korzy¶ci± p³yn±c± z nauki historii jest umiejêtno¶æ dokonywania na tej podstawie obiektywnej oceny aktualne zachodz±cych zmian spo³ecznych, politycznych b±d¼ ekonomicznych. Przek³ada siê to z kolei na mo¿liwo¶æ podejmowania trafnych decyzji w ka¿dym z tych obszarów. Historia to, tak naprawdê nie pl±tanina dat i nazwisk wodzów, lecz wielki nieustaj±cy tygiel zmian, w którego ogniu powstaj± i umieraj± narody, pañstwa i kultury, a nawet ca³e cywilizacje.

Zrozumienie przyczyn tego ruchu i uchwycenie ich w czasie zbli¿a nas w³a¶nie do celu, o którym wcze¶niej wspomnia³em, czyli krótko mówi±c zrozumienia tego, co siê wokó³ nas dzieje obecnie. Wyobra¼my sobie jeszcze raz ten piec, w którym wytapia³ siê dawniejszy ¶wiat tak jak przed wiekami ¿elazo. Je¶li uznamy, ¿e jeden z nieroztopionych jeszcze kawa³ków metalu to skrawek naszego kraju dostrze¿emy, ¿e przemieszcza siê w masie innych. Wszystkie one ¶cieraj± siê razem pchane do przodu si³± gor±ca. Gdy siê rozgrzej± otwiera siê piec, pó³p³ynna masa siê wylewa. Kto¶, tak jak kowal formuje j±, nadaj±c jej nowy funkcjonalny kszta³t podkowy lub miecza.

Po uformowaniu i wystudzeniu narzêdzie jest gotowe. Podobnie wygl±da³y narodziny naszego narodu. Gdy spojrzymy na odleg³e dzieje ca³ej s³owiañszczyzny zobaczymy jak wkracza na karty historii niemal znik±d. A tak przynajmniej siê wydaje. Z tej bez³adnej na pierwszy rzut oka masy stopniowo wy³oni³y siê pañstwa i narody. Dzi¶ patrzymy na ówczesny ¶wiat z obecnej narodowo - kulturowej perspektywy. Pomy¶lmy jednak, ¿e u pocz±tków historii Polski pojêcie narodu w naszym znaczeniu tego s³owa nie istnia³o. Tygiel jeszcze nie ostyg³, a ¿elazo nie zosta³o ukszta³towane.

Niniejsza publikacja dotyczy w³a¶nie tych odleg³ych czasów, w których powoli kszta³towa³y siê s³owiañskie pañstwa. Pomimo ¿e si³± rzeczy zahacza o dzieje Europy ¶rodkowej opisuje g³ównie nasze pradzieje. Mam nadziejê, ¿e umo¿liwi ona równie¿ przybli¿enie perspektywy historycznej, z której patrz± na nas nasi po³udniowi s±siedzi.



PIERWSZE PAÑSTWA


Pierwsze wzmianki pisemne o S³owianach s± krótkie i do bli¿szego poznania ich dziejów wnosz± niewiele. Na domiar z³ego zosta³y one spisane przez ludzi, dla których byli oni wrogami lub co najwy¿ej pogañsk± mas± wymagaj±c± chrystianizacji. Powody te w sposób oczywisty rzutuj± na ducha informacji, które mog± byæ przez nas analizowane. Innym problemem dotycz±cym ca³ego okresu wczesnego ¶redniowiecza, a terenów Europy ¶rodkowej i wschodniej w szczególno¶ci, jest niezwyk³e ubóstwo lub nawet ca³kowity brak jakichkolwiek wzmianek pisanych.

Powodem tego stanu rzeczy by³ fakt, ¿e odsetek osób w³adaj±cych wówczas sztuk± pisania nie by³ zbyt wysoki. Niewielu spo¶ród nich mia³o bezpo¶redni b±d¼ po¶redni kontakt z naszymi pradziadami, a jeszcze mniej chcia³o o nich pisaæ. Czê¶æ zapisanych wówczas choæby lakonicznych wzmianek nie dotrwa³a zreszt± do naszych czasów. Uleg³y zniszczeniu w ogniu wojen i klêsk ¿ywio³owych. Ten ostatni element jest dla naszych rozwa¿añ wa¿ny o tyle, ¿e brak dokumentów potwierdzaj±cych kontakty pomiêdzy ¶wiatem S³owian a Europ± po³udniowo-zachodni± wcale takich relacji nie wyklucza.

Gdy Mieszko odda³ pod opiekê papie¿a swój kraj musia³ wiedzieæ, co zrobi³. Przyjmuj±c chrze¶cijañstwo pojmowa³, jakie jest jego znaczenie polityczne jak te¿, w jaki sposób nowy uk³ad oka¿e siê dla niego pomocny. Wniosek, jaki siê st±d nasuwa jest oczywisty. Jego pañstwo na d³ugo przed chrztem musia³o utrzymywaæ kontakty z po³udniem kontynentu. Pierwszy znany nam dokument wystawiony przez kancelariê Mieszka nasuwa, zatem my¶l, ¿e by³ on prawdopodobnie tylko jednym z wielu. Zawieraj±c traktaty z s±siadami i wytyczaj±c granice musiano spisywaæ odpowiednie porozumienia. Z kancelarii wychodzi³y te¿ z pewno¶ci± listy uwierzytelniaj±ce pos³ów i ca³a inna korespondencja dyplomatyczna.

Niestety nic wiêcej nie zachowa³o siê do naszych czasów chyba, ¿e podczas prac konserwatorskich kto¶ odkryje pergamin u¿yty w XII wieku jako wzmocnienie ok³adki jakiego¶ brewiarza, zawieraj±cy tekst nieznanego nam dot±d traktatu zawartego pomiêdzy pañstwem Franków i Polan w wieku IX. Istnieje jeszcze cieñ szansy na dokonanie podobnego odkrycia w przepastnych zbiorach Biblioteki Watykañskiej i mo¿e jeszcze kilku innych.

Pomimo braku wzmianek pisemnych, które powsta³y równolegle lub wcze¶niej ni¿ Dagome iudex fakt, ¿e pañstwo Mieszka prowadzi³o w owym czasie rozleg³± politykê miêdzynarodow± jest jednak bezsporny. W innym wypadku powstanie podobnego dokumentu nie mia³o ¿adnego sensu. W tym miejscu musimy, wiêc zmieniæ pokutuj±ce w szkolnictwie wyobra¿enie o pañstwie Polan i wczesnej pañstwowo¶ci s³owiañskiej w ogóle.

Dzi¶ przyjmujemy symbolicznie rok 966 za datê powstania pañstwa polskiego. Takie umiejscowienie tego faktu w czasie jest ca³kowicie bezsensowne. Po pierwsze, dlatego, ¿e w chwili przyjêcia przez Mieszka chrze¶cijañstwa, pañstwo Polan ju¿ istnia³o, co najmniej od wieku i mia³o siê dobrze. Po drugie chrzest nie jednoczy³ w ¿aden sposób wchodz±cych w jego sk³ad plemion w jêzykowo narodow± ca³o¶æ. Ludno¶æ przez d³ugie wieki nadal pos³ugiwa³a siê lokalnymi gwarami. Ich pokrewieñstwo w okresie od V do XII wieku by³o zapewne takie same w wypadku zestawienia Kujawiaków z Morawianami czy Mazowszanami. Pierwsze symptomy pojawienia siê jêzyka narodowego na terytorium dzisiejszej Polski mo¿na datowaæ dopiero na wiek XVI.

Na skutek mieszania siê gwar lokalnych zacz±³ siê kszta³towaæ jêzyk polski. Nale¿y jednak pamiêtaæ, ¿e pos³ugiwa³a siê nim wówczas tylko szlachta i to równolegle z ³acin±. Na powstanie literackiego jêzyka polskiego musimy czekaæ jeszcze d³u¿ej, bo do prze³omu wieku XVIII i XIX. W czasach Mieszka o powszechno¶ci ³aciny ani o jêzyku polskim nie by³o oczywi¶cie mowy. Tak wiêc o fakcie przynale¿no¶ci poszczególnych plemion do jego pañstwa mog³y zadecydowaæ tylko wcze¶niejsze unie zawierane poprzez ma³¿eñstwa, b±d¼ podboje. Fakt, ¿e zakre¶lane przez historyków terytorium kraju Mieszka jest takie a nie inne nie ma, wiêc nic wspólnego z pojêciem narodu w obecnym tego s³owa znaczeniu. Naród w owym czasie, bowiem w ogóle nie istnia³. Nale¿y wiêc operowaæ pojêciem pañstwa, a ono rozszerza swe granice b±d¼ siê kurczy tylko na skutek sojuszy, si³y gospodarczej i militarnej.

Pañstwo, które w 966r. przyjê³o chrzest istnia³o ju¿ od dawna. Naród, który w oparciu o nie siê ukszta³towa³ powsta³ dopiero wiele wieków pó¼niej. Przyjêta przez naukê data jest, wiêc tak naprawdê myl±ca.

Spróbujmy, zatem spojrzeæ ¶mia³o w mroki naszych dziejów i wolni od dzisiejszych wyobra¿eñ o pañstwach i narodach rozwa¿yæ, co zadecydowa³o o takim a nie innym kszta³cie wczesno¶redniowiecznej Polski. Problemem, który siê pojawia podczas tych rozwa¿añ jest kwestia terytorium i granic.

W tym w³a¶nie miejscu wielu historyków zaprotestuje zapewne g³o¶no, twierdz±c, ¿e o ¿adnych pañstwach s³owiañskich w V czy VI wieku nie mo¿e byæ nawet mowy. Padn± tu argumenty o braku jakichkolwiek ¼róde³ pisanych oraz fakty, ¿e pierwsze znane pañstwo s³owiañskie zosta³o za³o¿one przez frankoñskiego kupca. Do historii wesz³o ono pod nazw± Pañstwa Samona. Jego rozwój datuje siê na pierwsz± po³owê VII wieku. Po jego rozpadzie powsta³y nowe o¶rodki lokalne, które z czasem przekszta³ci³y siê w rozleg³e Pañstwo Wielkomorawskie. Na Rusi pañstwa zak³adali Wikingowie.

G³osy to o tyle liczne, co ca³kowicie nies³uszne. Pañstwa s³owiañskie istnia³y, bowiem od chwili utrwalenia siê osadnictwa na danym terenie. Dlaczego mówiê o tym tak stanowczo? Pañstwo, jako takie istnieje, bowiem zawsze tam gdzie dana spo³eczno¶æ prowadzi osiad³y tryb ¿ycia oraz ma swoje w³adze i prawa. W ka¿dej epoce i kulturze w³adcy tytu³owali siê nieco inaczej. Nazwy ich urzêdów nabra³y znanej nam mocy i znaczenia dopiero z czasem. W Imperium Rzymskim by³ to Cezar August, który po wiekach przekszta³ci³ siê w cesarza. W¶ród plemion germañskich w³adca nazywany by³ królem - przynajmniej przez Rzymian. S³owiañski król nazywa³ siê najczê¶ciej kneziem, lub kniaziem. U¿yta tu pisownia jest raczej umowna bêd±c prób± przeniesienia na papier dawnej wymowy. Tytu³ ten przekszta³ci³ siê pó¼niej w ksiêcia. Ze wzglêdu na to, ¿e Rzymianie uwa¿ali plemiona germañskie za barbarzyñców król by³ oczywi¶cie kim¶ gorszym od Cezara. Poniewa¿ ci ostatni spogl±dali na S³owian w ten sam sposób nic dziwnego, ¿e ksi±¿ê jest usytuowany w feudalnej hierarchii ni¿ej od króla.

Gdy przyjrzymy siê bli¿ej rzymskiej wizji ¶wiata zobaczymy, ¿e postrzegali oni Imperium, jako jedyny cywilizowany kraj otoczony przez morze barbarzyñstwa. Rozumowanie to przejêli, o dziwo, od Rzymian wspó³cze¶ni historycy. Gdy otworzymy atlas historyczny z mapami ukazuj±cymi ¶wiat staro¿ytny (Atlas Historyczny ¦wiata, red. Józef Wolski, Warszawa-Wroc³aw 1986, s. 5-24) spostrze¿emy tam pewn± analogiê. Na stronach ukazuj±cych wschód ujrzymy kontury Egiptu, Asyrii, Hetytów, Babilonu i Fenicji. Dooko³a jest tylko bia³a plama z nazwami ludów, które zamieszkiwa³y terytoria przygraniczne. Gdy spojrzymy na mapê ¶wiata greckiego sytuacja siê powtarza. Nie inaczej wygl±da ¶wiat hellenistyczny. Widzimy tam pañstwa powsta³e po rozpadzie imperium no i mo¿e Kartaginê. Dalej jest bielej±ca pustka.

Nie znaczy to oczywi¶cie, ¿e ¿adnych pañstw tam nie by³o. Staro¿ytni kronikarze nie wiedz±c o nich zbyt wiele i gardz±c obc± kultur±, jako barbarzyñsk± woleli po prostu udawaæ, ¿e ich nie ma. Przypomina to sposób rozumowania europejskich kolonistów w Ameryce i Afryce. W Indianach i Afrykanach widzieli po prostu dzikich. Pogarda do tego stopnia ich za¶lepi³a, ¿e do samego koñca w indiañskie ziemie w USA okre¶lano, jako terytoria odmawiaj±c im statusu pañstwowo¶ci. Mia³o to i t± korzy¶æ praktyczn±, ¿e nie wymaga³o wypowiadania wojen a wiêc uci±¿liwej dla republiki procedury parlamentarnej. Pañstwom wypowiada siê wojny, a terytoria po prostu siê zajmuje.

I tu doszli¶my w³a¶nie do sedna sprawy. Tak jak w Ameryce nie by³o indiañskich pañstw tylko szczepy zamieszkuj±ce terytoria, tak w Europie pomiêdzy V a IX wiekiem w zasadzie nie by³o s³owiañskich pañstw tylko plemiona i regiony. Germanie zamieszkuj±cy wówczas na zachód od £aby przejêli ju¿ od Rzymian ich wizjê ¶wiata podzielonego na cywilizacjê i barbarzyñców. A jak siê traktuje barbarzyñców - o tym wiedzieli dobrze - poniewa¿ sami byli nimi przez d³ugi czas dla rzymskich legionistów. I tak zamknê³o siê ko³o. Króla Franków w Europie szanowano, o kneziach na zachodzie nikt nie chcia³ nawet s³yszeæ. Pomimo, ¿e obaj byli w³adcami, ten pierwszy oficjalnie nie uznawa³ nawet istnienia pañstwa s±siada.

Skoro s³owiañski w³adca nie by³ uznawany, terytorium, którym w³ada³ mo¿na by³o bezkarnie naje¿d¿aæ, pustoszyæ i zajmowaæ nie wypowiadaj±c nawet wojny. Móg³ tego dokonaæ nie tylko król, ale nawet na w³asn± rêkê który¶ z wielmo¿ów zachêcony wizj± ³atwych ³upów. Nie dziwi to wcale. Gdyby najecha³ s±siada w swoim kraju narazi³by siê na potêpienie króla a mo¿e nawet konfiskatê dóbr. Napadaj±c na S³owian zyskiwa³ niewolników, szacunek a byæ mo¿e tak¿e i nowe ziemie. By³a to praktyka przeniesiona potem ¿ywcem na tak zwany Dziki Zachód, gdzie spalenie indiañskiej wioski traktowano, jako akt samoobrony ze strony osadników.

Nasi pradziadowie mieszkali na nieszczê¶cie na dzikim wschodzie. Fakt, ¿e kto¶ widzia³ w S³owianach barbarzyñców nie oznacza jednak, ¿e zamieszkiwali oni w niezorganizowanych stadach lasy przemieszczaj±c siê chaotycznie, bez ³adu i sk³adu. Rzeczywisto¶æ by³a zupe³nie inna. Struktura w³adzy w¶ród ludów s³owiañskich by³a bardzo podobna do tej, która cechowa³a plemiona germañskie jeszcze w I - III wieku. Na czele plemienia sta³ wódz zwany przez Rzymian królem wybierany przez wojowników. Aktu obwo³ania dokonywano poprzez podniesienie wybrañca na tarczy. Poniewa¿ królowie stawali w boju na czele swych armii ¶miertelno¶æ w¶ród nich by³a bardzo wysoka.
Powodowa³o to ci±g³e przechodzenie w³adzy z r±k do r±k najczê¶ciej w obrêbie kilkunastu najsilniejszych rodów. Rody te, czyli klany mia³y, równie¿ swoich wodzów pe³ni±cych rolê g³owy rodu. To najczê¶ciej spo¶ród nich dokonywano wyboru nowego króla. Zostawa³ nim cz³owiek, którego si³a i mêstwo budzi³o powszechny szacunek. Sytuacja ta trwa³a dopóty urz±d króla nie zacz±³ nabieraæ cech dziedzicznych. Sta³o siê tak, poniewa¿ w konfrontacji z Rzymem przywódca musia³ siê przeistoczyæ z wojownika w polityka. Poniewa¿ dyplomacja zaczê³a byæ wa¿niejsza od miecza król nie gin±³ ju¿ tak czêsto. W konsekwencji pojawia³ siê te¿ problem sukcesji. I tak na skutek przekupstw, nacisków i urabiania tak zwanej opinii publicznej powsta³a zasada obierania na urz±d królewski jego najstarszego syna.
Rola zgromadzenia plemiennego systematycznie mala³a. Do zmniejszenia jego znaczenia d±¿y³ te¿ w tej sytuacji sam król chc±c zminimalizowaæ ryzyko elekcji swego sukcesora. W Europie zachodniej, jaka siê ukszta³towa³a miêdzy VI a VII wiekiem nikt nie kwestionowa³ ju¿ zasady dziedziczenia tronu, a okrzykniêcie nowego króla by³o tylko czyst± formalno¶ci±. Demokracja plemienna ewoluowa³a, wiêc stopniowo w stronê systemu bardziej autorytarnego. By³ on oczywi¶cie szybszy w dzia³aniu a tym samym skuteczniejszy. Wszystkie wa¿niejsze decyzje zapada³y w najbli¿szym otoczeniu w³adcy. Pozostawa³ tylko problem ich egzekucji skoro o stanowieniu nowych praw nie deliberowano ju¿ podczas rad plemiennych.

Problem ten rozwi±zano na dwóch p³aszczyznach. Moralnego prawa do sprawowania urzêdu udziela³ teraz królowi nowy zapo¿yczony od Rzymian Bóg. Na opiekuna kszta³tuj±cej siê w³a¶nie w³adzy nadawa³ siê doskonale. G³ówn± jego zalet± by³o zreszt± to, ¿e by³ nowy. Mo¿na, wiêc go by³o przedstawiæ poddanym w uproszczonej, lecz wygodnej dla panuj±cych formie. Król z wybrañca ludu sta³ siê teraz pomazañcem bo¿ym. Sprzeciwienie siê królowi by³o, wiêc równoznaczne z kwestionowaniem woli Boga.
Ten nowy pogl±d na genezê w³adzy rozpowszechnia³ w¶ród ludu Ko¶ció³. Rzecz jasna nie bezinteresownie. W zamian za wpajanie i krzewienie nowych warto¶ci król odp³aca³ siê sowicie nadaniami dóbr i urzêdów.

Na p³aszczy¼nie fizycznej problem pos³uszeñstwa rozwi±zano tworz±c aparat przymusu. Narzêdziem w rêku króla sta³a siê jego przyboczna dru¿yna, która stopniowo rozrasta³a siê liczebnie. Sta³a siê ona z czasem g³ówn± si³± militarn± pañstwa. Monarcha uniezale¿ni³ siê w ten sposób od pospolitego ruszenia, które powo³ywano ju¿ tylko do obrony kraju. Jego dru¿yna s³u¿y³a g³ównie do prowadzenia wojen zaczepnych oraz utrzymywaniu w pos³uchu reszty poddanych. Z czasem królowie zaczêli nadawaæ w zamian za ten rodzaj s³u¿by ziemiê wraz z uprawiaj±cymi j± ch³opami. W ten sposób narodzi³o siê rycerstwo zobowi±zane do stawania do walki na wezwanie w³adcy.

W krajach s³owiañskich demokracja plemienna ewoluowa³a w podobnym kierunku tylko z lekkim opó¼nieniem. By³o ono spowodowane efektem czerpania wzorców od zachodnich s±siadów, którzy wcze¶niej musieli je zaadaptowaæ na swym gruncie podpatruj±c Rzymian. Jak siê wydaje na prze³omie VII i VIII wieku, przynajmniej w¶ród czê¶ci plemion s³owiañskich silne by³y jeszcze tendencje demokratyczne, czego przejawem by³o zwo³ywanie wiecy. Dru¿yna ksi±¿êca nie by³a te¿ zbyt liczna.

Przy okazji rozwa¿añ na temat ewolucji ustroju w¶ród S³owian mo¿na te¿ daæ prztyczka w nos tym wszystkim piewcom staro¿ytno¶ci, którzy wynosz± pod niebiosa dokonania Greków. Idea demokracji, która zdaniem wielu narodzi³a siê w Atenach w rzeczywisto¶ci tam tylko kona³a. Pierwsze plemienne organizacje, z których pó¼niej kszta³towa³y siê narodowe wspólnoty mia³y zawsze mniej lub bardziej demokratyczne struktury. Wraz z umacnianiem siê pañstwa ustrój ten zawsze ewoluowa³ w kierunku autorytarnych form rz±dów. Demokracja nie by³a, wiêc wynalazkiem Greków a Ateny miejscem jej narodzin. Areopag by³ tylko ostatni± w Grecji prób± zachowania dawnego ustroju plemiennego w nieco zmienionej formie. Ten relikt dawnego systemu umar³ ostatecznie wraz z nastaniem rz±dów Filipa Macedoñskiego w 338 r. p.n.e. Greckie polis zosta³y zjednoczone przez tyrana. Ta analogia mia³a siê nastêpnie powtarzaæ w ca³ej Europie.

Plemiona germañskie walcz±ce przez piêæ wieków z Imperium Rzymskim nauczy³y siê od swego przeciwnika wiele. Przyjê³y religiê, wyra¼ne podzia³y klasowe, oraz ideologiê pogardy wobec s±siadów. S³owianie zamieszkuj±cy za ich wschodni± granic± byli nie tylko s±siadami, z którymi od czasu do czasu prowadzi siê wojny, lecz ludem, który nale¿y podbiæ i zniewoliæ. Uzasadnieniem ideologicznym takiego sposobu my¶lenia by³a konieczno¶æ szerzenia chrze¶cijañstwa. Tak czy owak pogan nale¿a³o nawracaæ a plemiona s³owiañskie, u których w³adza nie by³a jeszcze tak scentralizowana, a struktura militarna s³aba, nadawa³y siê do tego znakomicie.

Przewaga militarna Franków, z którymi S³owianom przysz³o walczyæ wynika³a z kilku faktów. Po pierwsze na przestrzeni od VI do VIII wieku podporz±dkowali sobie oni wiêkszo¶æ królestw germañskich. Dokonali, wiêc czego¶ w rodzaju zjednoczenia plemion. W efekcie kraj zbli¿ony do obszaru dzisiejszych Niemiec, Francji i Beneluxu napada³ na pañstewko wielko¶ci naszego obecnego województwa. Po drugie wyodrêbni³a siê tam ju¿ nowa struktura wojskowa, której elitê tworzy³o rycerstwo. Wreszcie metalurgia sta³a u Germanów na wy¿szym poziomie, co przek³ada³o siê oczywi¶cie, na jako¶æ uzbrojenia.

Kombinacja tych czynników doprowadzi³a na prze³omie VIII i IX wieku do sytuacji, w której pañstewka s³owiañskie musia³ spotkaæ los, który sta³ siê pó¼niej udzia³em wszystkich afrykañskich królestw w XIX i na pocz±tku XX wieku. Pañstwo Franków zawis³o nad zachodni± s³owiañszczyzn± niczym miecz Damoklesa.

Kolejnym zagro¿eniem, które nieustannie nêka³o s³abe jeszcze pañstwa s³owiañskie by³y migracje ludów ze wschodu. W drugiej po³owie VI wieku pojawili siê w Europie Awarowie i Bu³garzy. Ludy te przesz³y przez po³udniow± czê¶æ dzisiejszej Ukrainy i Mo³dawiê zajmuj±c rozleg³y pas ziemi w ¶rodkowym i dolnym biegu Dunaju. Awarowie posunêli siê dalej na zachód zak³adaj±c swój g³ówny obóz w wid³ach Dunaju i Cisy. Ta przedostatnia ju¿ wielka fala migracji podczas wêdrówki ludów musia³a zamieniæ pas ziem naddunajskich w prawdziw± pustyniê. Wcze¶niej te same tereny przechodzi³y kolejno pod panowanie Longobardów, Gepidów, Wizygotów, Ostrogotów, Hunów i S³owian.
Powsta³a, wiêc wzd³u¿ ca³ego ¶rodkowego i dolnego Dunaju szczególna tradycja politycznej niestabilno¶ci. Wraz z ni± kszta³towa³ siê specyficzny mix kulturalno etniczny. Przez ca³y okres od V do VIII wieku ci±gle rozbrzmiewa³ tu szczêk orê¿a. Granice by³y niezwykle p³ynne, a ryzyko kolejnej napa¶ci graniczy³o niemal z pewno¶ci±.

W tych to w³a¶nie okoliczno¶ciach powsta³o pomiêdzy umacniaj±cym siê ci±gle Królestwem Franków a napieraj±cym ze wschodu Chanatem Awarskim pierwsze wiêksze pañstwo s³owiañskie. Dok³adny jego zasiêg terytorialny nie jest znany. Przyjmuje siê jednak, ¿e na pó³nocy jednoczy³o ono ludy s³owiañskie mieszkaj±ce wzd³u¿ ¶rodkowego i górnego biegu £aby, tereny Czech, Moraw oraz czê¶æ dzisiejszej S³owacji w centrum. Dalej na po³udnie zajmowa³o ziemie dzisiejszej Austrii i pó³nocn± czê¶æ Chorwacji.
W historii jest ono znane, jako Pañstwo Samona. Nazwa to o tyle niefortunna, co krzywdz±ca. Po pierwsze, dlatego, ¿e z pewno¶ci± nie pos³ugiwali siê ni± jego mieszkañcy. Po drugie nie powsta³o ono jak siê czêsto o tym mówi z lekkim za¿enowaniem w wyniku zabiegów jakiego¶ przedsiêbiorczego handlarza broni± i niewolnikami. Rzut oka na ówczesn± mapê wystarczy, aby oceniæ, ¿e plemiona tworz±ce ten zwi±zek znalaz³y siê niejako pomiêdzy m³otem a kowad³em. Ze wschodu napierali Awarowie a z zachodu Frankowie. Ma³e pañstewka plemienne nie mog³y oczywi¶cie im siê oprzeæ. Jedyn± realn± mo¿liwo¶ci± stawienia skutecznego oporu by³o po³±czenie si³ i ¶rodków.

Tak te¿ siê sta³o. Jak dosz³o natomiast do tego, ¿e na czele zjednoczonych plemion stan±³ Samon jest inn± kwesti±. Byæ mo¿e w¿eni³ siê on w któr±¶ z panuj±cych rodzin a jego sukcesy w walce z Awarami zaskarbi³y mu szacunek i uznanie mo¿nych. Wreszcie, wystêpuj±c w interesie lokalnej ludno¶ci a nie Franków, zdoby³ zapewne tak wielkie zaufanie, ¿e w³a¶nie jego okrzykniêto kneziem. Wszystko to tylko domys³y. Nie ulega jednak w±tpliwo¶ci, ¿e zjednoczenie tak rozleg³ych terenów plemiennych w tak krótkim czasie by³o mo¿liwe tylko przy za³o¿eniu, ¿e dzia³o siê to we wspólnym interesie. Oczywi¶cie na pewno nie oby³o siê bez podstêpu i walki. Ludno¶æ miejscowa ³atwiej akceptowa³a jednak w³asnego silnego knezia, ni¿ naje¼d¼cê.

W tym momencie u¿y³em okre¶lenia ,,w³asnego" ¶wiadomie. Niezale¿nie od pochodzenia Samon musia³ byæ ju¿, bowiem wówczas jednym z nich. Nie zapomnia³ on oczywi¶cie swego rodzimego jêzyka, otaczaj±ca go kultura musia³a jednak zrobiæ swoje. Gdy czytamy w kronikach ¶redniowiecznych jak i pó¼niejszych o uniach personalnych i ,,importowaniu króli" nikogo to nie dziwi. A mo¿e powinno? Uczy siê nas przecie¿, ¿e Ludwik Wêgierski, czy Jagie³³o byli dobrymi, w³adcami niezale¿nie od swego pochodzenia. Jest to o tyle istotne dla naszych rozwa¿añ, ¿e obejmuj±c tron nie znali oni nawet jêzyka swych poddanych. My¶lê, ¿e Samon nauczy³ siê lokalnej mowy wcze¶niej. Patrz±c na osi±gniêcia by³ te¿ z pewno¶ci± lepszym w³adc± ni¿ niejeden z naszych pó¼niejszych tak zwanych rodzimych.

Na prze³omie VIII i IX wieku wyprawy Karola Wielkiego wdziera³y siê coraz dalej na wschód. Ile ludów s³owiañskich zosta³o wówczas zmuszonych do p³acenia danin i uznania zwierzchnictwa cesarza (Karol Wielki - cesarz od 800r.) tego dok³adnie nie wiemy. Na zachód pop³ynê³a jednak z pewno¶ci± rzeka niewolników i ³upów wojennych. Pod butem Franków znale¼li siê Czesi, Morawianie, Serbowie ³u¿yccy, oraz ich s±siedzi z pó³nocy zamieszkuj±cy pomiêdzy £ab± a Odr±, ziemie le¿±ce nad górnym i ¶rodkowym Dunajem. Niemal na pewno plemiona ¶l±skie.

Pañstwo stworzone przez Samona, który odpar³ pierwsz± inwazjê Franków pokonuj±c ich w 631 r. pod Wogast wówczas ju¿ nie istnia³o. Po ¶mierci w³adcy ok. 658 r. kraj ponownie siê podzieli³ na mniejsze organizmy pañstwowe.

Na pocieszenie mogê tylko dodaæ, ¿e zamieszkuj±cy dalej na wchód Awarowie zostali równie¿ rozbici. Ich kraj wziêty w kleszcze przez Franków i Bu³garów znikn±³, jak siê okaza³o ju¿ na zawsze z mapy Europy. Wydawa³o siê, ¿e kierunek dalszego rozwoju starego kontynentu zosta³ wytyczony. Cesarstwo Karola Wielkiego by³o u szczytu potêgi i wzrostu si³ witalnych. Nie by³o wówczas s±siada, który móg³by stawiaæ mu przez d³u¿szy czas opór. Los s³owiañszczyzny zachodniej wydawa³ siê byæ przypieczêtowany. I w³a¶nie w tym momencie karta siê odwróci³a. Cesarz zmar³ w 814 r. a jego imperium siê rozpad³o.


NARODZINY ZWI¡ZKU

Nazajutrz po rozpadzie Pañstwa Franków s³owiañszczyzna zachodnia wreszcie odetchnê³a. Walcz±cy o spadek po Karolu Wielkim sukcesorzy si³± rzeczy nie mieli czasu ani mo¿liwo¶ci, aby anga¿owaæ siê na wschodzie. Pañstwo Karolingów, które mog³o w przeci±gu nastêpnych 20-30 lat podporz±dkowaæ sobie rozleg³e terytoria straci³o impet. Wschodnia czê¶æ powsta³ego na jego gruzach pañstwa przesz³a do historii, jako Królestwo Wschodnio-Frankoñskie. Z czasem zaczêto je nazywaæ - przynajmniej u nas - Niemcami i pod t± nazw± jest znane do dzi¶.

Wojny domowe, które wybuch³y po ¶mierci Karola Wielkiego nie wy³oni³y na szczê¶cie dla nas jednego nastêpcy. Traktat zawarty w Verdun w 843 r. potwierdzi³ istniej±cy ju¿ de facto podzia³. Pomimo, ¿e jego sygnatariusze uwa¿ali zawarte porozumienie raczej za przej¶ciowe kolejne wojny prowadzi³y ju¿ tylko do zmian granic. Zerwanej jedno¶ci nie uda³o siê ponownie przywróciæ.

Ludwik Niemiec i jego nastêpcy nie zarzucili jednak polityki prowadzonej wobec S³owian. Gdy sta³o siê jasne, ¿e na zachodzie niewiele ju¿ da siê osi±gn±æ najazdy na wschód mia³y powróciæ z dawn± si³±. Dzia³o siê tak, poniewa¿ jak ju¿ wcze¶niej wspomnia³em zajêcie nowych ziem s³owiañskich nie wywo³ywa³o ¿adnych napiêæ politycznych na zachodzie. Ponadto popiera³ je ko¶ció³ licz±c na poszerzenie zastêpów wiernych a przy okazji swoich zysków. Pretekstu do wojen dawa³o równie¿ powszechne w Niemczech przekonanie o przejêciu przez nie praw do zwierzchno¶ci nad tymi ludami s³owiañskimi, które j± ju¿ wcze¶niej uzna³y p³ac±c trybut Karolowi Wielkiemu.
W³a¶nie w tym fakcie nale¿y szukaæ przyczyny ci±g³ych roszczeñ wysuwanych przez Niemcy pod adresem ich wschodnich s±siadów. Ich zasiêg dowodzi moim zdaniem wymownie o tym jak daleko siêga³y niegdy¶ podboje Franków.

Na razie jednak panowa³ wzglêdny spokój. Plemiona zamieszkuj±ce dorzecza £aby, Odry i ¶rodkowego Dunaju otrz±snê³y siê z szoku, jakim by³y zapewne czasy Karola Wielkiego. Lekcja nie posz³a na marne. Po pierwszym okresie buntu wobec obcej zwierzchno¶ci nast±pi³ czas szybkiej reorganizacji struktur pañstwowych. Jasnym siê, bowiem sta³o, ¿e niewielkie terytorialnie pañstewka plemienne nie s± w stanie przeciwstawiæ siê potêdze, która przewy¿sza³a je wielokrotnie pod wzglêdem si³y militarnej. Zapocz±tkowana przez Samona idea zjednoczenia nie posz³a, w zapomnienie.

Na przeszkodzie budowy jedno¶ci politycznej sta³y jednak silne jeszcze tendencje separatystyczne i demokratyczne wewn±trz plemion. Ludno¶æ przyzwyczajona do wspó³decydowania o swym losie i podnoszenia g³osu na wiecach niechêtnie patrzy³a na oddanie wiêkszej w³adzy w rêce jednego cz³owieka. Mog³o siê przecie¿ tak zdarzyæ, ¿e nowy kne¼ otaczaj±c siê lud¼mi ze swego plemienia, bêdzie nie tylko dyskryminowa³, ale wrêcz uciska³ resztê poddanych. Ponadto scentralizowana w³adza zawsze ¶ci±ga w tej lub innej formie podatki. To czy s± one pobierane w naturze czy w brzêcz±cej monecie jest ju¿ spraw± drugorzêdn±. Obawy te nie by³y rzecz jasna bezzasadne.
Pomimo to lêk przed kolejnymi najazdami z zachodu zwyciê¿y³. Na pó³nocy pomiêdzy dolnym biegiem Odry i £aby powsta³y dwa zwi±zki plemienne. Wysuniêty bardziej na zachód Obodrzycki skupia³ plemiona zamieszkuj±ce tereny wokó³ dzisiejszej Lubeki i Wismaru. G³ównymi o¶rodkami zwi±zku by³y Swarzyn i Stargard. Zwi±zek Wielecki kontrolowa³ wyspy Uznam i Rugia oraz tereny po³o¿one na po³udnie od nich. Najwa¿niejszym grodem na tym terenie by³ Radogoszcz.
Nie wiemy nic pewnego na temat struktury w³adzy wewn±trz zwi±zku. Przypuszczalnie wchodz±ce w jego sk³ad plemiona mia³y nadal swoich kneziów i zachowa³y du¿± autonomiê. Jeden spo¶ród nich by³ wybierany zapewne na zwierzchnika pozosta³ych i to na jego barkach spoczywa³a odpowiedzialno¶æ zwi±zana z prowadzeniem wojen i polityk± wobec s±siadów. Czy piastowa³ on swój urz±d do¿ywotnio, lub czy jego w³adza by³a dziedziczna, tego nie wiemy.

Dalej na po³udnie powsta³ jednak wiêkszy i bardziej scentralizowany organizm pañstwowy zwany przez historyków Rzesz± Wielkomorawsk±. Obejmowa³ on obszar ¦l±ska, Ma³opolski, pas ziemi na zachód od rzeki Bug - S³owacjê, Czechy, Morawy, pó³nocn± czê¶æ dzisiejszej Austrii i Wêgier. W jego sk³ad wchodzi³y te¿ tereny zajmowane przez plemiona serbo³u¿yckie na wschód od rzeki So³awy, czyli dzisiejszej Sali. Dooko³a istnia³y nadal mniejsze pañstewka plemienne. Jednym z nich by³ kraj Polan. Obejmowa³ on obszar Wielkopolski, Pa³uk i Kujaw. Historii tego pañstwa przyjrzymy siê nieco bli¿ej z racji tego, ¿e w³a¶nie w efekcie jego rozwoju powsta³a dzisiejsza Polska.

Wystarczy spojrzeæ na mapê, aby zrozumieæ, ¿e umacniaj±cy siê Zwi±zek Wielkomorawski stan±³ przed szans±, podporz±dkowania sobie wszystkich ziem s³owiañskich od Ba³tyku po Adriatyk. O sile zwi±zku decydowa³ jego nowy dla S³owian sposób organizacji militarnej opartej na wzorcach podpatrzonych u zachodniego s±siada. Dru¿yna ksiêcia z przybocznej stra¿y przekszta³ci³a siê, w stacjonuj±c± po grodowych garnizonach armiê. Pilnowa³a ona granic oraz ¶ci±gania danin, których czê¶æ trafia³a do ksiêcia, a reszta zaopatrywa³a dru¿ynników. Ksi±¿êta Morawscy przyjêli równie¿ chrze¶cijañstwo widz±c w nim s³usznie ideologiê mog±c± umocniæ ich niepewn± jeszcze w³adzê. Przyjêcie ksiêcia morawskiego do grona w³adców chrze¶cijañskich normalizowa³o te¿ do pewnego stopnia jego kontakty z reszt± zachodniej Europy, a zw³aszcza z Niemcami. Zachodni s±siad nie móg³ ju¿ bowiem d³u¿ej usprawiedliwiaæ napa¶ci konieczno¶ci± szerzenia wiary.

Podwaliny pañstwowo¶ci w zachodnim stylu zosta³y wiêc po³o¿one. Wszystko wskazywa³o, na to, ¿e pañstwo wielkomorawskie zdominuje s³owiañszczyznê zachodni±. Sta³o siê jednak inaczej. Do Europy przywêdrowa³a ostatnia wielka fala migracyjna koñcz±ca okres wêdrówki ludów. Wêgrzy, bo o nich tu mowa, z naszego przynajmniej punktu widzenia zmienili historiê starego kontynentu. Niebawem po przekroczeniu Karpat uderzyli od wschodu na Zwi±zek Wielkomorawski, który rozpad³ siê w 907 r. jak domek z kart.
Mobilno¶æ i si³a Wêgrów musia³a byæ ogromna skoro nazajutrz po pokonaniu Morawian ruszyli na Niemców. Tu ich ekspansja jednak siê zatrzyma³a pokonani wycofali siê z powrotem nad ¶rodkowy Dunaj. Cios zadany Pañstwu Wielkomorawskiemu okaza³ siê jednak ¶miertelny. Niektóre z plemion wchodz±cych w jego sk³ad ponownie siê usamodzielni³y. Co wiêcej, tereny samych Moraw zosta³y tak spustoszone podczas najazdu, ¿e nie odbudowa³y nawet w³asnej pañstwowo¶ci. Wreszcie czê¶æ ziem zosta³a na trwa³e zajêta przez Wêgrów.

Przyczyny i nastêpstwa tak ³atwego rozpadu Pañstwa Wielkomorawskiego nie s± przynajmniej w polskiej historiografii szczegó³owo omawiane. To nieco lekcewa¿±ce podej¶cie do tego akurat zagadnienia wydaje siê byæ trochê nie na miejscu. Gdyby w Europie nie pojawili siê Wêgrzy, lub nie zdo³ali rozbiæ zwi±zku dzi¶ my wszyscy uwa¿aliby¶my siê prawdopodobnie za Morawian i mówili nieco innym jêzykiem. Nazwa Polska nie pojawi³aby siê wcale na kartach historii, a pañstwo Polan podobnie jak Wi¶lan by³oby znane tylko nielicznym, jako nic nieznacz±ca efemeryda. W³a¶nie tak, nasz hymn móg³by dzi¶ brzmieæ ,,Jeszcze Morawy nie zginê³y póki my ¿yjemy..." Osobi¶cie jestem ca³kowicie przekonany, ¿e tak by siê sta³o.

Dlaczego zwi±zek jednak siê nie odrodzi³? Spustoszenie samych Moraw by³o niew±tpliwie jednym z decyduj±cych czynników, ale na pewno nie jedynym. Pewnym jest, ¿e wprowadzone przez ksi±¿±t z Welehradu reformy nie wszystkim przypad³y do gustu. ¦ci±ganie danin na potrzeby stale rosn±cej armii i administracji musia³o byæ dokuczliwe. Ci±¿y³o to tym bardziej, ¿e z pewno¶ci± mieszano sk³ad plemienny dru¿yn chc±c zminimalizowaæ ryzyko buntu.
Z jednej strony u³atwia³o to kontrolê nad wojskiem, z drugiej stacjonuj±ce po grodach garnizony by³y traktowane przez miejscow± ludno¶æ jak trochê obce. Ta obco¶æ w po³±czeniu ze ¶ci±ganiem danin i czêstymi w podobnych wypadkach gwa³tami i nadu¿yciami musia³a budziæ zrozumia³e niezadowolenie. Na dodatek nowa religia by³a jak zawsze w takich wypadkach przyjmowana przez lud niechêtnie. Stare zwyczaje wydawa³y siê lepsze a przynajmniej bardziej praktyczne i zrozumia³e. Narzucanie wiary si³± zawsze budzi zreszt± opór, zw³aszcza je¶li towarzyszy temu niszczenie dawnych miejsc kultu i zniewa¿enie bogów praojców. Chrze¶cijañstwo, które po kilku wiekach trwania umacnia wydatnie autorytet w³adzy na samym pocz±tku swej bytno¶ci w kraju tylko go os³abi³o. Prosty lud nie chcia³ wierzyæ w nowego Boga, a ksi±¿ê narzucaj±cy sw± wolê si³± nie by³ chyba szczególnie lubiany. Poza tym tradycja przynale¿no¶ci do pañstwa zw³aszcza na ziemiach niedawno wcielonych nie by³a zbyt silna.

Spo¶ród wszystkich ludów dawnego zwi±zku na pierwszy plan wysunê³y siê teraz plemiona czeskie. Nowe pañstwo objê³o tereny Czech, Moraw a tak¿e ¦l±ska. Na pewien czas uda³o siê te¿ Czechom odzyskaæ przynajmniej czê¶æ Ma³opolski z Krakowem.
Ksi±¿êta czescy czuli siê spadkobiercami Zwi±zku Wielkomorawskiego przejmuj±c po nim ambicjê oraz ideê jednoczenia plemion zachodniej s³owiañszczyzny. Na realizacjê tego celu nie pozwala³y ju¿ jednak si³y. Zniszczenia i ofiary w ludziach poniesione najpierw w trakcie najazdu Franków a nastêpnie Wêgrów zrobi³y swoje. Na dodatek na pó³nocy wyrós³ nowy silny rywal do tej roli. By³o nim pañstwo Polan.



RYWAL Z PÓ£NOCY

Polanie w odró¿nieniu od ludów zamieszkuj±cych strefê zachodniego s³owiañskiego pogranicza oraz pas naddunajski przez d³ugi czas pozostawali niejako poza g³ównym nurtem wydarzeñ. Z tych to przyczyn wiemy o nich z dokumentów ¼ród³owych wyj±tkowo ma³o. Poniewa¿ przez pewien czas graniczyli oni od po³udnia z Rzesz± Wielkomorawsk±, a pomimo to uniknêli losu Wi¶lan, musieli byæ wówczas ludem licznym i bitnym skoro ¦wiêtope³k nie da³ im rady.

Nie mamy w historii ¿adnej wzmianki na temat wojny pomiêdzy Polanami a zwi±zkiem. Mo¿na jednak za³o¿yæ niemal z ca³kowit± pewno¶ci±, ¿e do próby si³ dosz³o. D±¿±cy do poszerzenia swych granic ¦wiêtope³k musia³ przynajmniej spróbowaæ. Widocznie siê nie uda³o skoro kraj Polan nie tylko siê osta³, ale zacz±³ nawet poszerzaæ swe granice. Po naje¼dzie Wêgierskim role siê odwróci³y i do ofensywy przeszli Polanie. Zajêli Ma³opolskê a nastêpnie ¦l±sk. Ich przeciwnikami byli jednak ju¿ wtedy Czesi - spadkobiercy Morawian.
Spójrzmy jednak teraz nieco w g³±b dziejów, aby powiedzieæ co¶ wiêcej o samych Polanach. Jak wcze¶niej wspomnia³em, ¼róde³ pisanych nam brak. Pozostaje nam tylko bazowaæ na informacjach pó¼niejszych, legendach i logice. Pierwsz± wzmiankê dotycz±c± genealogii Piastów znajdujemy w kronikach Galla Anonima. Wymienia on przodków Mieszka I, a tak¿e zawiera domys³y na temat przewrotu, który mia³ miejsce, gdy Piast siêga³ po tron.
Wymienieni przodkowie to Piast, Ziemowit, Leszek i Ziemomys³. Co do najstarszego z nich, czyli Piasta panuje w¶ród badaczy jednak pewne zamieszanie. Uwa¿a siê, bowiem i raczej s³usznie, ¿e Piast to nie imiê, lecz tytu³ oznaczaj±cy nauczyciela - wychowawcê, czyli w³a¶nie piastuna (P. Jasienica, Polska Piastów, Warszawa 1966, s. 47-48) W tym wypadku nale¿y ich zdaniem skróciæ rodowód Mieszka i traktowaæ Ziemowita i Piasta, jako jedn± i tê sam± osobê. Mamy, wiêc Ziemowita Piastowica albo Ziemowita Piastuna. Pomys³ to dobry, choæ mo¿e siê okazaæ nietrafiony z jeszcze innego powodu. Mog³o siê, bowiem tak zdarzyæ, ¿e przydomek Piast tak przylgn±³ do ojca Ziemowita, ¿e po kilku pokoleniach nikt ju¿ nie pamiêta³ jego prawdziwego imienia. Rola przydomków w tamtych czasach by³a, bowiem ogromna. Wymieniê tu tylko kilka pó¼niejszych i najbardziej znanych, Chrobry, Krzywousty, Laskonogi, Brodaty, Stary, Wygnaniec.

Jak wiêc widzimy dowolno¶æ panuj±ca w tym zakresie jest du¿a. W powy¿szych wypadkach wiemy jednak dok³adnie, o kogo chodzi, co do Piasta pewno¶ci nie mamy. Ja osobi¶cie stawia³bym jednak na to, ¿e Piast by³ ojcem Ziemowita. Tak, wiêc przeniós³bym rodowód dynastii o pokolenie wstecz. Rozstrzygaj±c ten problem raczej intuicyjnie stajemy przed kolejnym, a mianowicie jak oszacowaæ d³ugo¶æ rz±dów poszczególnych w³adców a tym samym pocz±tek dynastii.
Trudno¶æ w tym wzglêdzie polega te¿ na tym, ¿e praszczurowie nasi, jako poganie mogli mieæ po kilka ¿on a tym samym liczne potomstwo. Na swego nastêpcê obierali, wiêc niekoniecznie najstarszego, lecz ich zdaniem najodpowiedniejszego do tej roli. Mo¿liwo¶ci mamy wiêc du¿o. Je¶li przyjmiemy ¶redni okres rz±dów ka¿dego w³adcy na 20 lat i cofniemy siê o cztery pokolenia przed Mieszka otrzymamy oczywi¶cie inn± datê ni¿ w wypadku 15 lub 10 lat. Jaki¶ sposób kalkulacji przyj±æ jednak trzeba.

Poniewa¿ wiemy, ¿e Mieszko przyj±³ chrzest w 966 r. datê tê mo¿emy traktowaæ, jako wyj¶ciow±. Za³ó¿my, ¿e panowa³ on ju¿ wówczas 10 lat. Dwaj jego przodkowie panowali po 15 lat a pozostali po 20. £±cznie mo¿emy siê, wiêc cofn±æ o 80 lat licz±c od roku 966. Tym sposobem przenosimy siê do¶æ pewnie w rok 886. Jeste¶my, wiêc w okresie szczytu potêgi Pañstwa Wielkomorawskiego za ¦wiêtope³ka 871-894. Có¿ jednak z tego wynika? Czy przejêcie rz±dów przez Piastów mia³o jaki¶ z nim zwi±zek?

W tym miejscu musimy siê ju¿ odwo³aæ do legend a konkretnie tej traktuj±cej o Pia¶cie Ko³odzieju i Popielu, czyli dotykaj±cej bezpo¶rednio pañstwa Polan. Podania ludowe dot±d przewa¿nie lekcewa¿one przez historyków zawieraj± bowiem, zawsze jakie¶ odbicie lub choæby cieñ prawdy. Perspektywa czasu zniekszta³ci³a j± oczywi¶cie i sp³yci³a, jednak echo przesz³o¶ci nadal jest tam obecne. Nic to nie szkodzi stykaj±c siê z tego typu materia³em zawsze musimy zak³adaæ pewn± dozê nie¶cis³o¶ci. Z braku innych ¼róde³, chc±c nie chc±c, musimy siê zreszt± nimi posi³kowaæ. Legenda o Pia¶cie Ko³odzieju znana jest szerzej z komiksów i ,,Starej Ba¶ni"( J.I. Kraszewski, Stara Ba¶ñ, Warszawa 1950).

Có¿, zatem pojawia siê jako t³o, a dla nas mo¿e najistotniejszy w±tek w ca³ym tym podaniu? Jest nim nowy wprowadzony przez Popiela sposób sprawowania w³adzy oraz nowa religia. Wszystko, o czym wcze¶niej wspomina³em przy okazji przemian w strukturach plemiennych wraca tu z wyolbrzymion± przez ludzkie emocje si³±. Centralizacja w³adzy odbywa siê poprzez mord krewnych, ³amanie praw wspólnoty i rozboje. Wszystko to w po³±czeniu z gro¼bami obalenia dawnych bogów spycha kraj na krawêd¼ wojny domowej.
Niezale¿nie od tego ilu historyków oburzy siê na to stwierdzenie powtórzê ponownie. Legendy daj± nam pewien wgl±d w nasz± przesz³o¶æ. Mówi±c to mam na my¶li w tym konkretnym wypadku przede wszystkim napiêcie towarzysz±ce tak g³êbokim przemianom spo³ecznym i religijnym oraz wywo³ane nim nieuchronne odruchy buntu. Co jednak popchnê³o Popiela do wprowadzenia zmian, które zaowocowa³y wojn± domow± i jego upadkiem? Czy by³ on jak chce legenda tylko okrutnikiem i pijakiem, czy mo¿e przebieg³ym politykiem, któremu zabrak³o po prostu si³ i szczê¶cia?

Aby to zrozumieæ cofnijmy siê jeszcze raz nieco przed rok 886, czyli do czasu jego rz±dów. Gdy Popiel w³ada³ krajem Polan, w jego sk³ad wchodzi³y najpewniej plemiona Wielkopolan, Goplan (Kujawiaków) i Pa³uczan. Nie wiemy jak dosz³o do zjednoczenia. Fakt, ¿e stolic± by³a le¿±ca nad Gop³em Kruszwica jest jednak wymowny. Byæ mo¿e pañstwo to nazywano wówczas nawet krajem Goplan. Popiel przej±³ w³adzê, jako kolejny z rodu Leszków, który jak wszystko na to wskazuje rz±dzi³ od pokoleñ najpierw plemieniem a potem pañstwem. Jego w³adza nie by³a jednak najprawdopodobniej dziedziczna, przynajmniej tak wynika po¶rednio z legendy. Sam zosta³ najpewniej wcze¶niej wybrany spo¶ród kilku cz³onków rodu. Pretendentów do objêcia po nim schedy by³o te¿ zapewne, co najmniej kilku.
Sam Popiel mia³ przyj±æ chrze¶cijañstwo. Nie wiemy jednak nic o ewentualnej dzia³alno¶ci misyjnej w¶ród poddanych. Legenda wspomina, ¿e jego ¿on± by³a Niemka. Mia³ dwóch synów, ale obaj wychowywali siê u dziadka za £ab±.

Obraz, jaki ukazuje siê naszym oczom jest, wiêc tak naprawdê niezwykle logiczny. W³adca Goplan stan±³ od pocz±tku swego panowania wobec problemu, z którym nie musieli siê borykaæ jego poprzednicy. Oto u jego po³udniowych granic wyros³o silne i rozleg³e Pañstwo Wielkomorawskie. Jego w³adcy wyznawali now± nieznan± mu religiê i narzucali j± swoim poddanym jak i ludom podbitym. Popiel zapewne wiedzia³, jaki los spotka³ mo¿nego ksiêcia Wi¶lan, który odrzuci³ wezwanie do dobrowolnego nawrócenia. A mo¿e wiedzia³ co¶ jeszcze? Mo¿e ¦wiêtope³k z³o¿y³ ksiêciu Wi¶lan propozycjê nie do odrzucenia w imieniu samego papie¿a otrzymawszy wcze¶niej mandat zezwalaj±cy na nawracanie wszystkich S³owian?
Tego mo¿na siê tylko domy¶laæ. Je¶li tak rzeczywi¶cie by³o Popiel musia³ dzia³aæ. Niezale¿nie, ¿e zapewne podziwia³ si³ê s±siada z po³udnia, przede wszystkim siê go obawia³. Za spraw± swej ¿ony zaznajomi³ siê z chrze¶cijañstwem jak i sposobem rz±dzenia, który ukszta³towa³ siê na zachodzie. Zdawa³, wiêc sobie sprawê ze stawki, o któr± toczy siê gra. Gdyby Morawianie nie opierali siê o jego po³udniowe granice dzia³a³by zapewne roztropniej. Na to nie by³o jednak czasu. Zdecydowa³ siê, na przyjêcie chrztu z Niemiec. Zrobi³ to, poniewa¿ w ten sposób zwiêksza³y siê jego szanse na pomoc z zachodu w wypadku ewentualnej wojny. Ponadto nie musia³ ju¿ przyjmowaæ nowej wiary od Morawian i wik³aæ siê w zale¿no¶æ od ¦wiêtope³ka. Nie zapominajmy o tym, ¿e w tym czasie od Niemiec oddzielali go S³owianie Po³abscy, a Zwi±zek Wielkomorawski sta³ u bram. W jego oczach zagro¿eniem nie byli Niemcy, lecz Morawianie i temu dopustowi bo¿emu musia³ stawiæ czo³a w pierwszej kolejno¶ci.

Nie by³o czasu na urabianie rodziny. Próba porozumienia zosta³a zreszt± podjêta. Jaki by³ wynik negocjacji wiemy jednak z legendy. Widocznie krewni byli zbyt przywi±zani do starych bogów, mo¿liwe te¿, ¿e widzieli szansê na zagarniêcie w³adzy dla siebie. A mo¿e nie chcieli po prostu ograniczyæ zasady dziedziczenia do synów Popiela. Tak czy inaczej ko¶ci zosta³y rzucone. Przemoc zrodzi³a opór. To, co zosta³o wprawione w ruch nie da³o siê ju¿ zatrzymaæ. Kmiecie i pozosta³a przy ¿yciu czê¶æ rodziny zwo³ali wiece. Zarzewie buntu zosta³o rozniecone. Ksi±¿ê znalaz³ siê teraz w niewygodnej sytuacji. Starych bogów o pomoc prosiæ ju¿ nie wypada³o. Nowy w jego kraju by³ jeszcze bezsilny. Nie by³o, bowiem popieraj±cego go kleru ani armii dusz. Je¶li najbli¿si poplecznicy i dwór przeszli na now± wiarê to i tak nie by³a to si³a mog±ca zawa¿yæ na losach wojny. Jedyn± nadziej± by³a szybka pomoc od te¶cia zza £aby.
Niemcy byli jednak daleko, a bunt rozpali³ siê na dobre we w³asnym domu, Morawianie czekali u granic. Sytuacja wygl±da³a na nieweso³± i rzeczywi¶cie tak± by³a. Wojna domowa trwa³a krótko. Kruszwica zosta³a zdobyta, a Popiel i jego poplecznicy oddali ¿ycie broni±c nie tyle nowej wiary, co w³adzy. Odsiecz z zachodu przysz³a za pó¼no i by³a ju¿ w zasadzie najazdem maj±cym na celu osadzenie na tronie zniemczonych synów Popiela. Buntownicy byli jednak zbyt silni. Najazd odparto. Stara wiara osta³a siê.

Pozostaje tajemnic±, dlaczego ¦wiêtope³k nie skorzysta³ z zamieszania i nie uderzy³ na pó³noc. Mo¿e sam boryka³ siê akurat z buntem czê¶ci dopiero co nawróconych poddanych? Byæ mo¿e jednak przyczyna by³a inna. Popiel bior±c sobie ¿onê, a nastêpnie przyjmuj±c chrzest z Niemiec zabiega³ zapewne o tamtejsz± opiekê. Ksi±¿ê Moraw nie móg³ walczyæ przeciw takiej sile. Tak, wiêc niechc±cy, przeklinany przez wszystkich Popiel odda³ krajanom niespodziewan± i mo¿e najwa¿niejsz± przys³ugê. Uk³ad zawarty z Niemcami powstrzyma³ najazd. Morawianie musieli poczekaæ na sposobniejszy moment. Przynajmniej do chwili, a¿ ustan± roszczenia popieranych przez Niemców synów Popiela. Czas p³yn±³ jednak nieub³aganie.

Nowy kne¼ Goplan okaza³ siê cz³owiekiem sprytnym. Chc±c bli¿ej zwi±zaæ wchodz±ce w sk³ad swego pañstwa plemiona zbudowa³ w Gnie¼nie now± stolicê. Jej po³o¿enie wskazuje, ¿e kreowa³ siê na ojca wszystkich swych podanych. Prawdopodobnie od tego momentu zmieni³a siê te¿ potoczna nazwa kraju. Zamiast Goplan pojawili siê Polanie. Piast bêd±c w³adc± udawa³ jednocze¶nie demokratê. Chodzi³ w prostym stroju, szanowa³ tradycjê, oddawa³ cze¶æ starym bogom. Byæ mo¿e nawet zwo³ywa³ od czasu do czasu wiece. Jedyne, co uda³o mu siê zachowaæ lub nawet umocniæ, je¶li chodzi o sw± w³adzê to zasada dziedziczenia tronu. Cokolwiek by¶my o Pia¶cie nie powiedzieli jego talent polityczny i charyzma musia³y byæ bezsporne skoro zdo³a³ utrzymaæ jedno¶æ kraju i obroniæ go przed najazdem.
Taki moim zdaniem jest rzeczywisty przekaz historyczny ukryty w starej legendzie o Popielu, którego zjad³y myszy. Je¶li u¿yte powy¿ej sformu³owania s± dla kogo¶ zbyt ¶mia³e i niepoparte faktami niech sam spojrzy na mapy ukazuj±ce s³owiañszczyznê zachodni± w omawianym okresie (Atlas Historyczny.., op. cit., s. 38-39) i przedstawi jak±¶ inn± spójn± teoriê.

Wkrótce potem ok. 896 r. na po³udnie od Karpat wtargnêli Wêgrzy. Niebawem pod ich naporem rozpad³ siê Zwi±zek Wielkomorawski. Czechy, które w IX i X wieku ponownie próbowa³y zjednoczyæ ziemie wchodz±ce w sk³ad dawnego zwi±zku, nie by³y ju¿ jednak w stanie pokonaæ rosn±cego w si³ê pañstwa Polan. Próba si³ pomiêdzy s±siadami przerodzi³a siê stopniowo w walkê o dominacjê nad coraz to bardziej okrojon± zachodni± s³owiañszczyzn±. Podczas rz±dów Boles³awa Chrobrego wyra¼n± przewagê zdoby³a w niej okresowo Polska zajmuj±c w 1003 r. ca³e Czechy. Nasze rz±dy w Pradze trwa³y tylko rok. Nieco d³u¿ej, bo do 1018 r. w³adali¶my Morawami i S³owacj±.

¦wiadomo¶æ przynale¿no¶ci plemion do odrêbnych struktur pañstwowych ros³a bowiem przekszta³caj±c siê potem stopniowo w wiê¼ narodow±. Chrobrego w Pradze nikt nie chcia³. Podobna niechêæ do Czechów panowa³a w Polsce. Gdy ostatni przedstawiciele dynastii Przemy¶lidów zasiadali w XIV wieku na krakowskim tronie mówiono ju¿ tylko o unii personalnej a nie o tworzeniu nowego zjednoczonego pañstwa. Co wiêcej w polskiej historiografii traktuje siê tych w³adców po macoszemu, niemal jak okupantów. Sposób to my¶lenia o tyle dziwny, ¿e w pó¼niejszej przecie¿ polityce dynastycznej Jagiellonów widzimy zaprzepaszczon± szansê na zjednoczenie ¶rodkowej Europy. Jak wiêc widaæ punkt widzenia zale¿y od miejsca siedzenia.


PODSUMOWANIE

Mam nadziejê, ¿e to krótkie i uproszczone si³± rzeczy opracowanie przybli¿y³o nieco najdawniejsz± historiê tak Polski, jak i zachodniej s³owiañszczyzny. Pisz±c je stawia³em sobie przede wszystkim za cel ukazanie trudno¶ci, z jakimi boryka siê historyk chc±c zinterpretowaæ najstarsz± przesz³o¶æ naszego narodu. Wszystko tu wydaje siê byæ p³ynne i zale¿ne bardziej od oceny badacza, ni¿ ma to miejsce w wiekach pó¼niejszych, gdzie ilo¶æ materia³ów podlegaj±ca interpretacji jest wiêksza a czas bardziej nam wspó³czesny. £atwiej wtedy, bowiem wnikn±æ do umys³ów ludzi, których czyny opisujemy i zrozumieæ ich poczynania.
Stara³em siê te¿ ukazaæ przyczyny pewnego dystansu a nawet niechêci, która cechuje stosunki polsko-czeskie. Jak widaæ fundamenty ich s± g³êbokie. Siêgaj± one tych zamierzch³ych czasów, gdy pañstwowo¶æ dopiero siê kszta³towa³a. Na terenach dzisiejszego pañstwa czeskiego ukszta³towa³o siê, wówczas pierwsze wiêksze pañstwo s³owiañskie. W oparciu o tê ideê polityczn± rozwin±³ siê nastêpnie Zwi±zek Wielkomorawski. Spadkobierc± zwi±zku by³y natomiast bardziej nam wspó³czesne Czechy.
Nie dziwmy siê, wiêc, ¿e w czasach Boles³awa Chrobrego Czesi nie chcieli czuæ siê jego poddanymi. Tradycja odrêbnej pañstwowo¶ci by³a na po³udnie od Sudetów ju¿ wcze¶niej utrwalona, a wraz z ni± ukszta³towa³o siê te¿ zapewne pojêcie dumy. Nie by³a to jeszcze, co prawda duma narodowa, lecz raczej plemienna. Pradziadowie Czechów odczuwali zapewnie jednak rodzaj wy¿szo¶ci w stosunku do plemion o¶ciennych.

Dalsza ewolucja kontaktów polsko-czeskich jest ju¿ lepiej znana. Opieraj±c siê na niej, a nie siêgaj±c wstecz do pradziejów obu narodów nie zrozumiemy jednak, czemu ksi±¿ê Wratys³aw II koronowa³ siê w 1085 r. na króla Czech i Polski domagaj±c siê od W³adys³awa Hermana uznania swego zwierzchnictwa. Nie rozumiemy te¿ naszej niechêci dla wspomnianych wcze¶niej królów z dynastii Przemy¶lidów zasiadaj±cych na polskim tronie. Kres ich panowania w Polsce mia³ zreszt± dla obu narodów pewien symboliczny wymiar. Skrytobójczy mord Wac³awa III w 1306 r. koñczy ostatecznie marzenia o po³±czeniu obu krajów w rodzaj trwa³ej wspólnoty. My¶lê jednak, ¿e szans na zjednoczenie wówczas ju¿ nie by³o. Tradycja pañstwowa wyros³a na bazie wzajemnej rywalizacji nie da³a siê pogodziæ z ide± unii. Na nieszczê¶cie zabójstwo króla by³o te¿ kresem dynastii Przemy¶lidów, czego Czesi nie chc± nam zapomnieæ. Nied³ugo potem, bo w 1370 r. odszed³ ostatni król z dynastii Piastów. Mo¿na, wiêc powiedzieæ, ¿e skoñczy³a siê ca³a epoka w trakcie, której formowa³y siê zrêby s³owiañskich narodów Europy ¶rodkowej.

Generalizuj±c mo¿na przyj±æ, ¿e z czeskiego punktu widzenia pañstwo Polan odegra³o rolê niewdziêcznego s±siada. Nie do¶æ, ¿e nie da³o siê przy³±czyæ do zwi±zku to jeszcze wykorzystuj±c inwazjê Wêgrów zajê³o potem czê¶æ jego pó³nocnych terytoriów. Echem tych wydarzeñ by³y ci±gn±ce siê przez ca³e ¶redniowiecze spory o ¦l±sk. Rywalizacja trwa³a d³ugo, a po niej przesz³a kolej na obojêtno¶æ i niechêæ. W miêdzyczasie Czechy popada³y coraz bardziej w zale¿no¶æ od Niemiec.
Gdy w 1618 r. Czesi podnie¶li bunt przeciw Habsburgom wydawa³o siê, ¿e nasz po³udniowy s±siad siê odrodzi. W dwa lata pó¼niej armia Czeska zosta³a doszczêtnie rozbita pod Bia³± Gór±. Brutalna rze¼, jaka mia³a potem miejsce doprowadzi³a do tego, ¿e naród czeski, w znaczeniu elit kulturalnych i politycznych znikn±³ z mapy Europy. Pó¼niejsze XIX - wieczne odrodzenie nast±pi³o ju¿ w oparciu o kulturê ludow±, która choæ przygaszona oczywi¶cie przetrwa³a.
Polska tym wydarzeniom nie przygl±da³a siê biernie. Silny odzia³ lisowczyków walczy³ po cesarskiej stronie przyczyniaj±c siê walnie do klêski Czechów. Te bardziej nam wspó³czesne relacje polsko - czeskie musz± byæ jednak przedmiotem oddzielnej analizy. W ka¿dym razie w 1620 r. nie stanêli¶my do walki o wolno¶æ nasz± i wasz±, a Czesi lali krew osamotnieni. Polska jazda przyczyniaj±c siê do ich pora¿ki dopomog³a w jakim¶ sensie naszemu przysz³emu zaborcy. Do dzi¶ miejsce bitwy pod Bia³± Gór± jest otaczane szczególn± czci±. To takie czeskie Termopile.

Co ciekawe, duch rywalizacji przetrwa³ równie¿ w dobie rozbiorów. W czasach Monarchii Austrowêgierskiej Czesi i Galicjanie rywalizowali o wp³ywy na cesarskim dworze. Odzyskaniu niepodleg³o¶ci przez oba kraje po zakoñczeniu I wojny ¶wiatowej towarzyszy³ spór o ¦l±sk Cieszyñski bêd±cy dalekim echem walk o kszta³t granic po rozpadzie Rzeszy Wielkomorawskiej.
Autor: Jaros³aw Zwoliñski
Komentarze czytelników:
Autor: as
Dodano : 2009-12-10 14:50:59
¦wietny artyku³. Wyczerpuj±cy i ciekawy.rnNie zgodzê siê jedynie z jednym. To nie demokracja jest pierwotn± form± rz±dów. Zawsze jednow³adztwo. Pañstwo to taka wielka rodzina. W rodzinie zawsze rz±dzi³ senior i z pewno¶ci± ten mechanizm by³ przenoszony na plemiona i pañstwa. Próby zmiany na demokratyczn± formê z pewno¶ci± by³y, ale jak pokazuje historia: w 8 tys lat cywilizacji tylko 300 to przewaga demokracji.
Autor: oem
Dodano : 2009-12-15 00:01:18
ciekawy artyku³
Autor: Karolina
Dodano : 2010-02-25 21:15:56
jak dla mnie to za d³ugie i nie chce mi siê czytaæ
Czekamy na Twój komentarz do artyku³u.
Tre¶æ komentarza
Podpis